8

lip

El el Señor – lokomotywa z Wygonina

W dniach 30.05–07.06 wraz z kolegą Markiem wyruszyliśmy na zasiadkę nad przepiękne jezioro Wygonin. Trasa liczyła około 560 km — pokonaliśmy ją w siedem godzin, mimo niewielkich przygód i objazdów.

Po przyjeździe na naszą upragnioną miejscówkę, stanowisko nr 16, szybka kawa, sondowanie, nęcenie i wywózka zestawów. Potem zabraliśmy się za obozowisko — najgorsza robota, ale do 20:30 wszystko było ogarnięte. Kolacja, pogaduchy przy piwku, obserwacja wody i oczekiwanie na wygonińskie karpie.

Pierwsza noc minęła bez piknięcia. Nie zmienialiśmy jednak zestawów — postanowiliśmy sprawdzić dno kamerką i ewentualnie donęcić. W tej pracy świetnie sprawdziła się łódka RS3 Vikingboat — dzięki niej nie musieliśmy poruszać się pontonem i zachowaliśmy spokój na miejscówkach.

Druga noc także bez efektów, ale zostawiliśmy zestawy do wieczora — i to był strzał w dziesiątkę. O 13:40 szybkie branie, wyjazd pontonem i mamy pierwszą rybę — 19,3 kg. Po niespełna trzech godzinach kolejny odjazd i w podbieraku ląduje 21,0 kg. Adrenalina jeszcze długo nie opadała. Wieczorem, po ponownym wywózce wszystkich zestawów, musieliśmy trochę odpocząć — pogoda nie rozpieszczała.

Następnego ranka, po śniadaniu i obserwacji wody, zauważyliśmy, że ryby zaczynają spływać do zatoki i kierują się na tarło — to nas zaniepokoiło. Kolejna noc minęła bez piku, ale walczyliśmy dalej.

W czwartek zmieniła się pogoda — lało całą noc i zmieniło się ciśnienie na naszą korzyść. O 8:40 branie — miły karpik około 5 kg, mały, ale cieszy. Najważniejsze jednak wydarzyło się o 13:20: piękna rolka z kołowrotka, zacinam, wsiadamy w ponton i po półgodzinnym holu na moją ulubioną przynętę Kokos & Rum firmy Meus — na którą łowię od kilku lat — w kołysce melduje się przepiękna ryba o wadze 29,2 kg. Dla mnie to był szok i ogromne szczęście!

Mieliśmy jeszcze jedno spięcie i na pożegnanie piękną płotkę. Wyjazd zakończyliśmy uśmiechnięci i szczęśliwi z dobrymi wspomnieniami i kilkoma pięknymi karpiami, które długo będziemy wspominać.

Mieliśmy jeszcze jedną spinkę i piękną płoć tak na pożegnanie

Na koniec chciałem podziękować firmie MEUS za pomoc, pozytywną energię i cierpliwość :)

Do zobaczenia nad wodą.

Tomek i Marek


RELATED

Posts